Dziś były największe w Wielkopolsce targi ślubne. Piszę to, bo cierpiałem! Musiałem wstać o piątej, żeby uczesać przepiękne modelki na pokaz. Nie byłoby nic w tym złego, gdyby nie to, że na prawdę cierpię, jak wstaję tak wcześnie.
Widać tak musiało być.
Oczywiście w tym sezonie modne są dobierane warkocze, również te tak zwane rybie ości oraz naturalne kwiaty. Jechałem po nie specjalnie raniutko, a i tak tulipany nie wytrzymały zaduchu sali, lub steru, nie wiem, bo nie byłem przy ich konaniu, ale z zeznań zwyczajnie nie wytrzymały. Więc z tym doświadczeniem tulipanom mówię stanowcze nie!
Jest jednak coś, co jest na topie zawsze, bez względu na ciągłe zmiany w ogólnych trendach. To zdrowo wyglądające i zadbane włosy. Każdy by chciał takie mieć. Szczególnie panna młoda.
Dużo z przyszłych ślubujących zapuszcza specjalnie włosy do ślubu. Jak to zrobić, żeby były rzeczywiście piękne?
Włosy rosną mniej więcej centymetr na miesiąc, przyjęło się, że od siedmiu do piętnastu milimetrów. Nie bez znaczenia jest tu dieta, ale też warunki atmosferyczne. Im jest więcej słońca i witamin oraz mikro i makro elementów, tym szybszy wzrost i bardziej zdrowe włosy.
Dlatego wiele z nas zauważa, że mniej więcej od maja do października rosną szybciej, a na przełomie grudnia i stycznia, jak by przysypiają trochę.
Jest w tym sporo prawdy. Kiedy organizm ma oszczędzać, zaczyna od włosów, skóry i paznokci. Dlatego zimą, kiedy brakuje witamin i słońca, ten wzrost jest wolniejszy. Nie ma nic za darmo, więc też słońce, tak dobroczynne dla tempa wzrostu, kładzie się cieniem, chociaż to nie najlepsze dla tej błyszczącej planety określenie na jakości włosów.
Okazuje się, że ten odcinek, który wyrasta po ciemku, w chłodne dni, jest ciemniejszy, bardziej szklisty i po prostu zdrowszy. Nie wszystkim się to podoba, bo kolor jakiś taki, mysi, ale cóż zrobić.
Żeby wykorzystać ten okres na wzrost włosów w maksymalnie bezpieczny dla nich sposób, warto pamiętać począwszy od listopada o suplementacji. Bardzo dobry jest Vitapil , ale też wyciąg ze skrzypu polnego z drożdżami i witaminami. Ten drugi jest tańszy. Oba dostępne są bez recepty w aptece.
Uzupełniając witaminy pamiętajmy, że multiwitamina wzmaga apetyt, dlatego warto ją brać przed, lub w trakcie posiłku i nigdy wieczorem, no chyba że chcemy troszkę spuchnąć. Wtedy jest to moje subiektywne zdanie osoby bez przerwy walczącej z niecnymi zakusami kulinarnymi.
Włosy, które już wyrosły nie będą lepsze przez poprawienie diety, czy branie tabletek. To możemy sobie wsadzić między bajki. Po prostu branie tabletek na lepsze włosy nie poprawi tych, które już są.
Dla nich specjalnie trzeba stosować szczególne formy pielęgnacji. Głównym naszym przyzwyczajeniem powinno być robienie sobie maski raz w tygodniu. Jeśli nie mamy jakiś szczególnie przesuszonych, zniszczonych, czy specyficznych włosów, nie ma sensu robić tego częściej. Włosy są wytrzymałe. W końcu jeśli rosną centymetr na miesiąc, to wiele z nas ma te, które wyrosły dwa, czy trzy lata temu.
Maska działa wewnątrz włosa i odbudowuje jego braki w środku. Daje więc strukturalną odbudowę.
Inaczej jest z odżywką, która jest produktem typowo na zewnątrz. Ma ona za zadanie poprawę struktury łuski włosowej, jego upiększenie, zmiękczenie, czy zapobiegnie doraźnego na przykład puszeniu, czy elektryzowaniu.
Wiele z masek działa w ten sposób, że otwiera łuskę włosową i po spłukaniu włosy plączą się i są nie miłe, szorstkie w dotyku. Oznacza to, że trzeba po nich użyć odżywki, może być bez spłukiwania, choć najlepsza byłaby do koloru.
Bo te odżywki do koloru działają zazwyczaj w ten sposób, że mają niskie ph i zakwaszając gwałtownie domykają łuskę włosa. Czyli to, o co nam tutaj chodzi.
Są na rynku również ampułki regenerujące i przeróżne płyny wyrównujące strukturę. Są one bardzo pomocne, ale tu bym uczulał, żeby raczej używać produktów z tej samej serii i zgodnie z opisem.
Ta sama uwaga tyczy się produktów pośrednich między maską, a odżywką. To takie specyficzne mazidło, które ma określony czas działania, kiedy otwiera łuskę włosa, potem wnika do środka i na końcu ją zmyka.
Przesadzanie tutaj z czasem po prostu nie ma sensu, ale skracanie go może być szkodliwe dla procesu regeneracji. Można też zapytać, czy zabiegi u fryzjera są rzeczywiście lepsze, czy stosowane tam materiały wyższej jakości? Moim zdaniem nie. Produkty są w dobie internetu ogólnie dostępne i mało firm pozwala sobie na ograniczenie się do nieodsprzedawania produktów nikomu poza fryzjerami. Wiemy jak jest. Pozostaje tylko pytanie, czy jak bym miał fotel dentystyczny, to bym naprawił komuś zęba…
Otóż tajemnicą jest wiedza, co zastosować, kiedy w jakiej kolejności, w jakim czasie. Za to się płaci. No i jeszcze za czas. A jest on u fryzjera drogi. Znów pozostaje pytanie, czy to nie wspaniale wychodzić pięknie uczesaną przez jakiś czas?
Wybierając na przykład soboty na dni zabiegu, możemy mieć zawsze fajną fryzurę na imprezę i zadbane włosy. Przyznaję również, że są preparaty, które ze względy chociażby na pojemność opakowania, nie mieszczą się w budżecie zakupów. O ile opłaca się je zakupić do wykonywania regularnie zabiegów, o tyle do domu – niekoniecznie.
Pozostaje zadać jednak nurtujące większość z Was pytanie.
Czy są substancje, które spowodują szybki i rewelacyjny efekt na włosach?
Cudów nie ma, ale jest zabieg keratynowy. Polega on na tym, że do otwartych uprzednio specjalnym szamponem włosów, dostaje się specjalna formuła czystej keratyny, oczywiście w towarzystwie miliona innych substancji.
Istotą zabiegu jest późniejsze wysuszenie i wyprasowanie jej. Właściwie wprasowanie. Celem nie są tu bowiem proste włosy, ale zadziałanie odpowiednią temperaturą w celu wprowadzenia i utrwalenia substancji.
Na rynku są dwie serie takich produktów. Głównie różnią się tym, że zawierają formalinę, albo nie. Brzmi obrzydliwie, bo wiemy co się z formaliną robi, ale nie ma to większego znaczenia, można wręcz powiedzieć, że produkty bez są trochę mniej skuteczne.
Mają za to główną inną zaletę, że możemy stosować pielęgnację, jaką chcemy. To znaczy wybierać spośród ogólnodostępnych produktów.
Te, które mają w składzie formalinę, wymagają produktów bez soli. Jest to wymóg! Chodzi o to, że szampony z solami popularnie stosowanymi w produktach wypłukują tęże keratynę powodując, że efekt jest dużo mniej trwały.
Czy oznacza to, że jesteśmy skazani na produkty proponowane przez firmę pochodzenia keratynowego zabiegu? Raczej tak. Możemy pokusić się o inne produkty oznaczone sulfate free, ale bez gwarancji.
Zabieg ma tę drobną wadę, że jest drogi i raczej szkoda byłoby wyrzucać te pieniądze. Lepiej jest zastosować się do porad producentów. W tym wypadku rzeczywiście wynika to z potrzeb technologicznych, nie zaś kaprysu. Prawdą jest taka, że jest to najszybszy ze skutecznych sposobów na poprawę kondycji włosa.
Pozostaje więc życzyć, by każdy z nas miał włosy zdrowe, piękne i zadbane, czyli zawsze modne.