Czy można wymyślić coś nowego? Podobno wszystko już było… G… prawda. Wiemy to od kiedy pojawiła się Lady Gaga. Udowodniła, że można wprowadzić świeży powiew do każdej dziedziny mody. Nie oszukujmy się, Madonna ze swoim świętym odrostem i złotawym blondem się już nie zmieni, nie zmieni się też Doda. Swoją drogą szkoda, bo panna, czy rozwódka, ma dopiero dwadzieścia siedem lat i przyzwyczajanie się do czegokolwiek w tym wieku to potworny zastój.

Ciekawe, ale zapewne tajemnica jest w tym, że nie ma w Polsce fryzjerów za więcej niż tysiąc euro, a jak wiemy Doda się nie zajmuje zabawkami mody za mniejsze pieniądze.

Ale poza żółtymi prowokacyjnie włosami nowej Divy Gagi, które nie są do stawienia na tym etapie przez ulicę, pojawia się nowy trend, któremu należy dać szansę.

Mam na myśli ciemne włosy z jasnymi końcówkami. Widziałem ostatnio Monikę Brodkę z takowymi włosami w Xfactorze, zresztą wygląda, że tą drogą którą teraz zmierza, daleko dziwczyna zajdzie. Miała też takie Edyta Górniak. Sądząc po wyglądzie tej czterdziestoletniej już kobiety, to jak to moja babcia by powiedziała: „TA to się w życiu nie narobiła“. I pewnie nie ona tylko kosmetyczka, dermatolog estetyczny i chirurg.

Tak czy inaczej, mają one piękne włosy w nowym trendzie.

Jakie są zasady? Włosy przy nasadzie muszą być o pięć tonów ciemniejsze, niż te na końcach. Należy też pamiętać, że rozjaśniamy, albo zostawiamy jaśniejsze tylko dolne włosy. Nie całą powierzchnie, bo się rozsypią po całości i nie będzie to wyglądało już tak efektownie. To musi był tylko ostatnia dolna partia włosów, więc te górne mają być bezwzględnie ciemne. Można zrobić delikatne przejście do tych jaśniejszych, co jest bezpieczniejszą technicznie metodą, bo nie widać wyraźnego odcięcia i tak jest na prawdę lepiej. Można też, bardzo wyraźnie skończyć ciemne i zacząć jasne, ale tak jak wspomniałem to trudne technicznie. Wykonalne tylko nie na puchnących, olejowych farbach.

Co to oznacza w praktyce? Raczej niedostępnych metodami domowymi, przez przeciętną wielbicielkę nowych trendów. Olejowe farby wymagają trochę więcej wiedzy niż przeciętna. Mają one tendencję do obciążania włosów, mogą się nie domywać ze skóry głowy i przy wszystkich swoich ogromnych zaletach wymagają drugiej pary rąk do pomocy.

Przy realizacji tej techniki koloryzacji, polecam rozprowadzenie farby na jednej trzeciej długości włosów, a następnie przetarcie na długość, aż do trzech czwartych, nawet osiemdziesięciu procent długości. Przez to, że zrobimy to później i mniejszą – ściąganą z poprzednio rozprowadzonych włosów farbą, będą one delikatnie jaśniejsze i uzyskamy miękkie przejście do jasnych końcówek.

Co jeśli mamy ciemne włosy i potrzebujemy jedynie rozjaśnić końce? To nie proste, ale do zrobienia. Wszystko zależy od tego, jak ciemne i ile razy farbowane było końcówki. Tradycyjnie, kiedy dziewczyna, czy kobieta farbuje sobie w domu włosy, to końcówki zdarza się, że są przeciągane farbą nawet kilkanaście razy i nie oczekujmy, że rozjaśnią się szczególnie domową metodą do jasnego, akceptowalnego odcienia. Raczej pozostaną złotawo rude, albo coś koło tego. Tak, czy tak, narobimy się, zniszczonymi włosy i wszystkim nam będzie przykro. W takiej sytuacji lepiej od razu celować w odcienie trzy tony jaśniejsze. Po rozjaśnieniu rozjaśniaczem, bo jak wiadomo jasna farba na ciemną nigdy nie chwyci, trzeba umyć dokładnie włosy, nawet trzy razy, żeby pozbyć się preparatu definitywnie, po czym wysuszyć włosy i dopiero nałożyć żądany odcień. Suszymy włosy, bo normalna woda wypełniając włos, rozcieńcza nam mieszankę farby i osłabia procentowość wody utlenionej, przez co uzyskamy nieciekawy efekt. Są oczywiście na rynku farby na mokre włosy, ale to raczej wyjątek niż reguła.

Przy takim odwrotnym planie, czyli rozjaśnianiu końców, uzyskamy fajny efekt już przy trzech tonach różnicy, bo rozjaśniacz, można w miarę precyzyjnie rozprowadzić uzyskując ostre odcięcie, tak trudne do uzyskania technicznie o czym pisałem wyżej.

Myślę, że teraz jest odpowiedni moment, na realizację tej koloryzacji. Po pierwsze jak nic za rok będzie tak chodziła co druga, a poza tym ani Jola Rutowicz, ani Christina Aquillera nie zrobiły tego typu koloryzacji, co dobrze jej wróży.