Koloryzacja jest jedną z najważniejszych dziedzin, którymi zajmuje się fryzjerstwo. Zaraz po ścinaniu, które jak wiadomo, jest najważniejsze. Piszę to oczywiście z przymrużeniem oka, bo dla Polek farba jest szczególnie istotna.

Tak się składa, że nie dość, że kolor z wiekiem ze słodkiego pszenicznego, robi się jakiś taki, mysi i nijaki, to jeszcze bardzo często już po dwudziestce piątce pojawiają się siwe włosy. I wtedy nic już nie jest takie samo…

Głównym zadaniem jest podjęcie decyzji o sposobie koloryzacji. Obok różnych form jak szampony koloryzujące, farby, kremy, czy pianki, mamy też do wyboru produkty z amoniakiem i bez.

No właśnie, bez. Ale co to oznacza. Wydaje się jakby lepiej, zdrowiej?!

W farbach potrzebne są produkty wprowadzające pigment do środka i umożliwiający m działanie. Taką funkcję ma amoniak. Oznacza to, że nie ma farby na świecie, która nie potrzebuje nośnika do pigmentu.

Tak, jak potrzebna jest woda utleniona, mocniejsza, słabsza, ale jest potrzebna, tak niezbędna jest jakaś substancja, amoniak, lub coś, co go zastąpi. Tym czymś jest monoetyloamina, w skrócie MEA. Oznacza to, że nie ma nic za darmo i nie jest tak, że nie ma nic. Już po chwili zastanowienia, wydaje się oczywiste, że nie może być nic, bo by nie działało.

Jaka jest różnica między tymi dwoma substancjami?

Otóż amoniak jest gazem, co oznacza, że ma główną wadę, śmierdzi. Tego nie lubimy. Ma to też tę zaletę, że szybko wyparuje. Działa około dwudziestu, do czterdziestu minut i znika, nie pozostając dłużej, niż to potrzebne we włosie. Nie pozostawia po sobie śladu. Drugą wadą amoniaku jest to, że leciutko może podrażniać skórę.

Mitem natomiast są opowieści o tym, że wnika przez skórę i z krwiobiegiem dostaje się płodu u kobiet w ciąży. Z pewnością jego duże stężenie, może zwielokrotniać mdłości, ale to już urok małych i ciasnych pomieszczeń o dużym zagęszczeniu. Ale gdzie te czasy. Teraz, z reguły u fryzjera jest i powierzchnia i umówione klientki na czas, nie dające odczuć tłoku.

Monoetyloamina natomiast, to płyn. Głównym zagrożeniem jest więc jej nieprawidłowe wymycie po koloryzacji. Trzeba bardzo dokładnie umyć głowę dwukrotnie! Monoetyloamina, nie posiada samodzielnej zdolności do znikania. Pozostaje więc wewnątrz włosa do dwudziestu czterech dni, drążąc go od środka. Stąd potem efekt rozpulchnionych, potocznie określanych, jako spalone włosy. Do tego trzeba dużo większego stężenia MEA, żeby uzyskać porównywalny do amoniaku efekt. Oznacza to, że działa dużo silniej na włosy, szczególnie przy ich rozjaśnianiu.

Zaletami głównymi są niewątpliwie atuty kosmetyczne: brak zapachu oraz nie podrażnianie skóry. Przy normalnych farbach permanentnych pozostaje jednak pytanie, czy warto, za te korzyści ryzykować niedogodnościami.

Pozostawiam to Tobie do rozważenia. Ważne jest, żeby mieć świadomość, że marketingowe chwyty producentów, opisujących jakieś koloryzatory, jako „bez amoniaku”, nie pozostaje bez konsekwencji. Jedynie ważne jest, żebyśmy wybierali świadomie.

MEA ma swoje zalety. Uzasadniona jest w koloryzacjach, tak zwanych półtrwałych. Wbrew polskiej nazwie, nie są one mniej trwałe. Jest to konsekwencją dosłownego tłumaczenia z angielskiego semi premament, czyli że są w połowie wnikające do środka.

O ile permanentna farba wnika w głąb włosa, to ta półtrwała w połowie wnika w głąb, w połowie wnika tuż pod łuskę włosa, tak osadzając pigment. Nie jest mniej trwała i różni się tylko przeznaczeniem.

Stosuje się ją głównie do odświeżenia koloru, na już kiedyś farbowanych włosach. Ma tę przewagę, że nie rozjaśnia włosów, ale od razu przechodzi do pigmentacji i pielęgnacji. Pozostawia więc jasny, soczysty kolor, nie wyrządzając dodatkowych szkód.

Właśnie dla tych rodzajów koloryzacji zastosowanie monoetyloaminy ma sens. Wymagają one dużo mniejszego jej stężenia. Ryzyko, że jej duża ilość pozostanie we włosach jest więc znikoma. Produkty semi premanent nie rozjaśniają również włosów, więc konieczność obecności amoniaku jest dyskusyjna.

Pamiętajmy również, że zakusy producentów, by nami manipulować, są dokładnie wprost proporcjonalne do naszych oczekiwań i odwrotnie proporcjonalne do naszej wiedzy.

Istotne jest, że jeśli jest napisane na produkcie do szesnastu myć, to zastanówmy się, kiedy to nastąpi. Zakładając, że myje się włosy co drugi dzień, to wypłukanie następuje po miesiącu, czyli właściwie wtedy, kiedy pojawia się odrost i rzeczywiście trzeba znowu farbować.

Pytanie też, czy chodzi tu o określenie trwałości produktu, czy jego delikatności. Bo jeśli wypłukuje się, to czy wracają one do koloru z przed farbowania, czy też pozostaje rozjaśniony, wypłukany podkład?

Oczywiste jest przecież, że rozjaśnione przez koloryzator włosy już nie ściemnieją.

Raz w mojej historii fryzjerskiej, zdarzyło mi się spotkać z sytuacją, gdy pani twierdziła, że jej się wypłukał blond. Przeczy to istocie samej czynności. Rozjaśnianie, to trwałe pozbycie się pigmentu, który potem spłukujemy do rur kanalizacyjnych. Miałby on więc długą drogę do przebycia z powrotem na głowę. Do tego nie możliwe, żeby hordy poszukującego swoich właścicielek pigmentu, uszły by nie zauważone nam wszystkim.

To oczywiście żart. Mamy do czynienia z odczuciem przyciemnienia, żółknięcia, ale to już efekt otwierania się łuski włosa, nie zaś cofnięcia procesu dekoloryzacji.

Mam nadzieję, że tym artykułem ułatwiłem cokolwiek wybór koloryzacji, co było jego celem. Sam jestem zwolennikiem farb z amoniakiem i mam salon o wysokości pięć i pół metra, więc jakiekolwiek gazy nie mają szans na duże stężenie. Dbam też o panie ciężarne, stosując preparaty zabezpieczające skórę, lub robiąc cała głowę kolor na folie, tak, że nie dotyka skóry.

Pozwala to na rozwianie wszelkich wątpliwości. Zabezpiecza też te z pań, które mają szczególnie wrażliwą skórę. Na koniec napisze też, że alergie na amoniak są niezwykle rzadkie, a na monoetloaminę jeszcze mniej spotykane.